Polska!Polska!Polska….

Zdjęcia z Polski – tutaj.

  Najpierw seria małych korzystnych splotów okoliczności. Dostaję ja, Jacek znaczy, informację ze szpitala, że mam stawić się na badania. Aha!!! A może by tak to wykorzystać i nie marnować urlopu.Szpital nie zając, nie ucieknie. Kupujemy bilety i lecimy do Polski. Prosto do Krakowa. Żeby nam tylko nie zgubili walizki jak podczas pierwszej wizyty na Balicach dwa lata temu. Krakanie miało się ziścić, ale trochę później. W innej formie.
Lecimy!!Lecimy! Potem -już na lotnisku czeka na nas z kartką gość z firmy wypożyczającej samochód. Niespodzianka. Bankomat nie chce wypłacić pieniędzy. Okazuje się, że dlatego iż jest to bankomat Eurnetu. Wypłacamy z innego i dostajemy po kilku minutach kluczyki do Astry.
No to jedziemy. Około 21.50 wystartowaliśmy do Nowego Sącza. Trasa ogólnie znana, wybrana przeze mnie. Malwinka mówi, że lepsza jest przez Brzesko. Jak się okazało następnego dnia, miała rację. Około 1.00 lądujemy w Hotelu Beskid (w Sączu go znają pod nazwą Orbis). Nie jesteśmy tam pierwszy raz i procedura zakwaterowania odbywa się bardzo szybko. Jest na tyle fajnie, że nawet jeszcze można coś zamówić do jedzenia z miasta. Antek zjada kaszę a potem do łóżek.
Czwartek. Robimy inspekcję dwóch miejsc. Na szczęście jedno odpada dosyć szybko. Zostajemy przy pierwotnym planie. Ja jestem zachwycony bo strasznie trafia to w mój gust. Malwinki zresztą też. Antek ma swoje zdanie na ten temat. Szczęśliwie takie nasze. Szczęśliwie dla nas.
No to część zapoznawcza skończyła się. Później część formalna też przebiega dobrze i zabieramy się w podróż na Podwódkę. Docelowo jest to jednak Łódź. Ale w czwartek nie zdążymy. Jedziemy do Łodzi w piątek rano. Ja nie mam jeszcze dowodu osobistego. Jak się okazuje później mijam się z prawdą. Mam dowód osobisty, całkiem świeżutki. Wystarczyło zaledwie około 10 dni i zrobiono mi nowy dowód. Możemy wszystko przyspieszyć, choć dalej pozostaje kwestia tłumaczenia dokumentów. O co chodzi??? Kto ma wiedzieć ten wie. A kto inteligentny zrozumie sam.
Kończymy z Łodzią, jedziemy na chwilę na Podwódkę i jeszcze tego samego dnia około 19.30 wyjeżdżamy do Nowego Sącza again. Właściwie to do Piwnicznej Zdrój, bo tam łatwiej o nocleg. Szybko sprawdzamy na internecie co jest dostępne. Dzwonimy. Szafa gra . Możemy przyjeżdżać, choć będziemy około 1.00 w nocy. Miejsce nazywa się sympatycznie – Willa Miła.
Sobota rano. Antek polubił nowe miejsce. Zawozimy Malwinkę na uczelnię. A my z Antkiem wracamy do Piwnicznej. Zwiedzamy rynek. Później obiad. Spacer-to dobrze jest udokumentowane na zdjęciach. Antek udaję się na małą drzemkę. Musimy jednak przerwać sjestę i jechać do Sącza po Malwinkę. Wieczorem jedziemy do Krynicy i na Słowację. Przed nami niedziela. Antek cały czas w świetnej formie.
Niedziela. Jedziemy w Pieniny do Sromowców Niżnych, a wcześniej po słowackiej stronie w Czerwonym Klasztorze przechodzimy kładką na stronę polską. Wracamy na Słowaję i jemy obiad. Pyszne.
Poniedziałek- wstajemy już o 5 rano. 6 rano w samochodzie i kierunek Balice. I stało się coś dziwnego. Spóźniliśmy się na samolot. A bramki zamykali o 9.30. Ostatnie 11 km tuż przed Balicami spędziliśmy w korku. Jakieś 1,5 godziny. Musieliśmy dokupić bilet i spędzić na lotnisku 5 godzin. Przygoda, przygoda…
Przed nami trzy spokojne tygodnie. A co potem. Sami nie wiemy do końca.

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s