Mirror’s Edge.

Mirror’s Edge

Biegnij Faith, biegnij
Autor: Paweł ‘Adahl’ Matyjewicz


Mirror's EdgeOd czasu do czasu pojawia się gra, która już z założenia jest niezwykła i wybija się dalece ponad przeciętność. Wnosi wiele świeżości do swojego gatunku i trudno ją zaszufladkować. Do takich właśnie tytuł ów należy stworzone przez studio EA DICE Mirror’s Edge .W tym jednym przypadku sprawa naprawdę się komplikuje, o ile bowiem gier FPP na rynku jest zatrzęsienie, żadna w podobny sposób nie pozwala poczuć akcji na własnej skórze. Co zatem sprawia, że przedstawiony świat tak bardzo działa na nasze zmysły? Jakie czynniki posiada ów tytuł, których w innych grach zabrakło?

Realia przedstawione w grze przenoszą nas do wielkiej metropolii.Świata rządzonego przez bezwzględne korporacje, w którym monitorowanyjest każdy, nawet najmniejszy, krok. Jest to życie pozbawionejakichkolwiek zmartwień, życie bez wojen i przemocy… Pozornie. Jak toczęsto bywa, gdzieś po drodze zapomniano o najważniejszym czynniku,jakim jest człowiek. Utracona wolność, brak jakiejkolwiek prywatności istrach – to cena, jaką płacą mieszkańcy miasta za “bezpieczeństwo”.

Miej wiarę…

Tu pojawia się Faith – bohaterka, w której skórę (dosłownie) wskoczymy.Jest ona runnerem – wytrenowanym kurierem, który działa na granicy prawa – wszystko w imię wolności. Jej zadanie jest proste – dostarczyć przesyłkę we wskazane miejsce. Jak jednak tego dokonać, gdy za każdym rogiem czai się strażnik? Z pomocą przychodzi samo miasto. Każdy runner poza niezwykłą sprawnością fizyczną, posiada niespotykany wręcz zmysł orientacji, instynktownie potrafi wyczuwać istniejące skróty i przejścia, dostrzec jedyną słuszną drogę. W kręgu runnerów zmysł nazywany jest po prostu Flow. W praktyce, dla gracza oznacza to pomocną dłoń w postaci podświetlonych, najważniejszych obiektów, które wykorzystać możemy w czasie ucieczki. Jest to bardzo ciekawy zabieg,który idealnie wpasowuje się w realia samej gry. Skoro jednak nie można przemieszczać się ulicami, drogi należy szukać ponad nimi. W istocie głównym miejscem działania tego nietypowego ruchu oporu są dachy i szklane ściany drapaczy chmur. Niczym mistrzowie parkour, wykonują  niezwykłe ewolucje mając do dyspozycji tylko swoje ciało i otoczenie. Runnerzy działają w parach, przy czym jeden z nich zawsze dostarcza potrzebne dane z centrali. System ten, pod wieloma względami,przypomina znany z filmu Matrix.

I tu nieustannie słyszymy popędzający nas głos w słuchawce, co daje w efekcie uczucie faktycznego udziału w prawdziwej akcji. No dobrze -wszystko pięknie, ale z jakiegoś powodu bohaterka musi przecież uciekać, bo bynajmniej na dostarczaniu paczek gra się nie skupia.Faktycznie, już po pierwszym zadaniu Faith zostaje wplątana w intrygę,której macki (jak się okazuje) sięgają najwyższych szczebli. Tajemnice,które odkryje w czasie przygody, odmienią ją i całe miasto na zawsze.Tym bardziej, że sprawa staje się osobista, gdy na szali postawione zostaje życie jej siostry. Pomimo iż sama opowieść nie jest najwyższych lotów, przeżywa się ją z zapartym tchem. Jest to zasługa nie tyle fabuły, co raczej zręcznościowych poziomów, które razem z animowanymi przerywnikami tworzą spójną całość. Wiele rzeczy pozostawiono również do narracji samym graczom, a smaczki przekazywane są w sposób naprawdę klimatyczny – chociażby za pomocą reklam na monitorach czy ulicznych neonów. Uważny gracz znajdzie takich motywów mnóstwo, o ile tylko zdoła chociaż na moment się zatrzymać. Tu należą się brawa Rhiannie Pratchett, która zrobiła wszystko, co było w jej mocy, w tak krótkim czasie. Zaznaczyć bowiem należy, że autorka scenariusza została  zaproszona do współpracy nad grą, gdy ta była już niemal na ukończeniu.Historia jest więc przeciętna, ale do końca trzyma w napięciu. Sama akcja natomiast nie daje nam odpocząć nawet na chwilę i mknie z prędkością metra, które de facto również odwiedzimy.

… i szybkie nogi

Sterowanie jest intuicyjne i po chwili treningu nie sprawia najmniejszych problemów. Co więcej, grając zapominamy kompletnie o posiadaniu kontrolera i często łapiemy się na robieniu wychyleń razem z bohaterką. Nie jest przesadą napisać iż w Mirror’s Edgeczujemy postać całym ciałem, tak jakbyśmy faktycznie nią byli. Ten aspekt gry został stworzony naprawdę po mistrzowsku. Oglądanie w czasie skoku ulic znajdujących się kilkaset metrów pod naszymi stopami jest niezapomnianym przeżyciem. A takich scen w grze jest mnóstwo. Trzeba przyznać, że zakres ruchu bohaterki jest naprawdę imponujący i niejednokrotnie jesteśmy zaskoczeni lub nawet oszołomieni jej możliwościami.

Również poziomy mają swój unikalny klimat, którego próżno szukać winnych grach. Design poszczególnych miejscówek jest przemyślany i wspaniale pasuje do nieco sterylnej, futurystycznej wizji świata. Wdanej misji towarzyszy nam przeważnie kilka, perfekcyjnie dobranych barw, które w specyficzny sposób budują nastrój szklanego miasta. Co najważniejsze, w wiele miejsc można się dostać na kilka sposobów, co t worzy iluzję swobody. Tak naprawdę oczywiście ścieżka jest jedna ij est ona z góry zaplanowana przez autorów, ale miło jest czuć jakikolwiek wybór. Zresztą, w chwili gdy służby porządkowe depczą nam po piętach, nie ma czasu na zwiedzanie. Tu pojawia się kolejny ciekawy aspekt gry. Jak twierdzili twórcy, można ją ukończyć nie używając broni. Muszę przyznać, że aż do zakończenia podchodziłem do tych słów sceptycznie. Pokornie muszę jednak zwrócić honor, ponieważ okazały się prawdziwe. W całej zabawie jedynie raz jesteśmy zmuszeni do pociągnięcia za spust i to w celu zatrzymania konwoju policji. Poza tym fragmentem, grę możemy ukończyć bez wystrzelenia choćby jednego pocisku. Jest to kwestia (wbrew pozorom) bardzo istotna, gdyż samo założenie bycia runnerem zakłada jedynie ucieczkę, lub ewentualne rozbrajanie napastnika. Wybór oczywiście należy do każdego gracza, a ścieżka prawdziwego runnera do prostych nie należy. Ostatnie poziomy to istna droga przez mękę, ale zaręczam, że ich przejście bez użycia siły jest niemożliwe.

Niestety, jest to zarazem największy minus gry. O ile na początku poziom trudności jest bardzo sprawnie wyważony, to zakończenie daje już nieźle popalić i dla wielu graczy przejście gry bez zabijania przeciwników może być problemem nie do przeskoczenia. Pod koniec bowiem, mamy do czynienia już z regularnymi, uzbrojonymi siłami wroga,a co za tym idzie, zanim odnajdziemy właściwą ścieżkę, niejednokrotnie spotka nas zgon. Jest to zbyt mocna i nagła zmiana podejścia do rozgrywki, miałem wręcz wrażenie, że ostatnie dwa poziomy nie pasują do całości. I chociaż fabularnie wszystko się zgadza, to pozostaje niesmak, którego można było w łatwy sposób uniknąć, trzymając się po prostu początkowych założeń. W skrócie – chciałoby się sięgnąć po broń,ale jakaś wewnętrzna siła (lub może chęć klimatycznego grania) nam na to nie pozwala. Twórcy na szczęście wzięli do siebie słowa graczy i obiecują poprawę w drugiej części, która podobno jest w planach.Czekamy i trzymamy za słowo.

Warto wspomnieć w paru słowach o muzyce. Kompozycje są naprawdę świetne i perfekcyjnie wpasowują się do unikatowego nastroju miasta. Każdy utwór został opracowany w kilku wariantach, dzięki czemu muzyka dostosowuje się do naszych poczynań na ekranie. Na szczególną uwagę zasługuje przepiękny kawałek “Still Alive”, wykonywany przez Lisę Miskovsky. Jest to piosenka promująca grę i zarazem jej motyw przewodni. Trzeba przyznać, że już ona potrafi skutecznie nakręcić nas na produkt. Miłym akcentem jest płyta wyłącznie z tą kompozycją, lecz w ponad dziesięciu różnych aranżacjach. Odpowiedzialni za nie są światowej sławy DJ’e, tacy jak Paul van Dyk czy Armand van Helden.Takich dodatków właśnie oczekujemy, dzięki nim gra staje się nam naprawdę bliska. Ścieżki dźwiękowej można więc spokojnie słuchać poza grą, aczkolwiek w moim przekonaniu dopiero wspólnie z obrazem nabiera prawdziwych rumieńców.

Ostatni krok

Mirror’s Edgeto wspaniały kawałek kodu, przy którym można przeżyć niezapomniane chwile. Bonusy w postaci ukrytych paczek na każdym poziomie, oraz tryb rozgrywki na czas znacznie przedłużają zabawę. Gra nie należy do prostych, ba, miejscami bywa naprawdę trudna. Może więc to odstraszyć niedzielnych graczy i raczej nie spodoba się też fanom szybkiego gromadzenia pucharków, gdyż te również do prostych nie należą. Jednak osoby szukające w grach ciekawych doznań nie powinny być rozczarowane.Gdy przymkniemy oko na dwa ostatnie poziomy, otrzymamy pozycję naprawdę nietuzinkową, która dosłownie o włos musnęła się od bycia prawdziwą perełką. Mnie świat i klimat Mirror’s Edge wciągnął na tyle, że kiedyś na pewno do niego powrócę. Chociażby po to, by jeszcze raz usłyszeć “Run Faith, run…!”.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s